Czarna tetra, czyli za co lubię żałobniczkę czarną

Jeszcze nie wiem, czy z opisywanych przeze mnie tutaj rybek zrobię osobny cykl. Dziś chciałbym przedstawić Wam jednego moich z osobistych faworytów zbiorników akwariowych jakim jest żałobniczka czarna, zwana także tetrą czarną/czarną tetrą.

Wpadła w moje ręce po raz pierwszy jako pojedyncza rybka (jest gatunkiem stadnym o czym oczywiście nie poinformował mnie sprzedawca) i niezbyt ochoczo pływała w akwarium. Cieszę się, że w ogóle dawała sobie jakoś radę w samotności. Może dlatego, że kupiłem ją bardzo wcześnie i nie miała okazji dobrze zaprzyjaźnić się z innymi rybkami. Dlaczego mam do nich taki sentyment?

W końcu żałobniczka jako pierwsza gościła w moim baniaku i dzielnie poradziła sobie z moim brakiem umiejętności akwarystycznych. Mam wrażenie, że jest jednym z najodporniejszych gatunków dla początkujących i zarazem wymagającą dla doświadczonych akwarystów. Trzymana w małych akwariach zachowuje się nieco ospale, wisząc godzinami w środkowym planie. W dużych jednostkach, powiedzmy 200-300l potrafią być bardzo aktywne. Co prawda nie miałem ich w takim akwarium, ale u dobrego znajomego widziałem jak pięknie potrafią ganiać się po całej długości zbiornika (i nie mam na myśli tutaj ich charakterystycznego tarła).

Wielu miłośników podwodnego świata ryb słodkowodnych zarzuca żałobniczkom nieco agresywne zachowanie. Owszem, chociaż to nie norma. Należące go kąsaczowatych ryby potrafią podskubywać welonom płetwy, rozprawiają się z młodymi (lub małymi jak np. red cherry) krewetkami, ale nigdy nie spotkałem się z agresją w stronę np. neonków czy gupików.

Żywi się suchym (w tym płatkami) i żywym pokarmem, ale nie proście, aby spróbowały zjeść cokolwiek z podłoża. Nie ma mowy! Wiem, że dziubki nie pozwalają im na przeszukiwania podłoża, ale są wyjątkowymi leniuchami i jeśli coś spadnie im przed oczami na podłoże – możecie zdzierać sobie gardło, nic z tym nie zrobią.

Uwielbiam je za ruchliwość i pozytywną energię jaką potrafią wprowadzić do akwarium. Są płochliwymi i szybkimi pływakami. Mało wymagające (tutaj zastrzeżenie – nie lubią ostrego światła, więc najlepiej wykorzystać jakiś konwerter światłowodowy), właściwie wszystkożerne i aktywne w półmroku stały się gatunkiem, który zawsze będę wspominał z sentymentem.